R.Olkiewicz: Nie tracić czasu. Czas to najcenniejszy zasób inwestora
O funduszach dywidendowych, o zbytnim przywiązaniu do rodzimego rynku i możliwościach, jakie daje inwestowanie globalne w rozmowie z Robertem Stanilewiczem mówi Rafał Olkiewicz z Templeton Asset Managament Poland
Na początek fundusze dywidendowe
Jak zacząć inwestować? Dla osób przyzwyczajonych do gromadzenia swoich oszczędnościach na lokatach rozpoczęcie inwestowania w funduszach inwestycyjnych wiąże się z pokonaniem pewnych barier psychologicznych. Zdaniem Rafała Olkiewicza z Templeton Asset Management Poland, wygodnym rozwiązaniem może być rozpoczęcie od funduszy dywidendowych.
Reklama
– Bardzo trudno jest wielu inwestorom zdecydować się na rozpoczęcie [inwestowania], bo nagroda jest odłożona w czasie i to jest dla wszystkich wyzwanie. Dla tych inwestorów, którzy już dysponują pewnym kapitałem to jest szczególnie atrakcyjne, ale także dla tych, którzy zaczynają budować swoje oszczędności i chcą zobaczyć, ze można inwestować w taki sposób, że kapitał będzie pracował w tym długim horyzoncie. Ale to nie oznacza, że my już nie będziemy czerpać jakichś korzyści, bo taka dywidenda z funduszu może wpływać co kwartał na konto, czyli coś do czego niektórzy inwestorzy są przyzwyczajeni, inwestując choćby w obligacje albo gromadząc pieniądze na lokacie – mówi Olkiewicz.
Olkiewicz tłumaczy, że takie fundusze mogą wypłacać to, co do nich spływa – czyli na przykład w przypadku funduszy obligacji środki pochodzą z wypłacanego w określonej częstotliwości kuponu, który jest odpowiednikiem odsetek na lokacie. Kupon następnie jest wypłacany w postaci dywidendy klientom. Podobnie tego typu fundusze działają na rynku akcji, gdy inwestują w spółki wypłacające dywidendę.
Olkiewicz przyznaje, ze bardziej efektywnie jest wtedy, gdy dywidendy są reinwestowane, ale dla wielu inwestorów z powodów psychologicznych ważne może być regularne otrzymywanie wypłat z funduszu.
Inwestowanie globalne czy home bias
Polscy inwestorzy są przywiązani do polskiego rynku, podobnie jak amerykańscy inwestorzy skupiają się na inwestycjach na Wall Street. – Ten największy na świecie rynek jest dotknięty tym samym problemem – zauważa Rafał Olkiewicz. Jego zdaniem taki "home bias", czyli tendencja do tego, by inwestować za dużo pieniędzy w rzeczy, które są blisko, pozbawia polskich inwestorów możliwości zarabiania na dynamicznie rozwijającym się sektorze technologicznym. Na polskiej giełdzie spółek z tego sektora ciągle brakuje.
– Jeżeli chcemy, żeby ten nasz kapitał pracował i dajemy mu odpowiednio długi czas, załóżmy 10 lat, to czy nie jest logiczne, żeby pozwolić mu pracować tam, gdzie ten potencjał jest największy? Moim zdaniem jak najbardziej tak – mówi Olkiewicz. – Dlatego jego zdaniem warto inwestować na rynkach wschodzących, gdzie – jak mówi – w 2030 roku będzie funkcjonować blisko 90 proc. ludzi aktywnych zawodowo, ale także na rynkach rozwiniętych, takich jak USA, gdzie są spółki, które są z przodu jeśli chodzi o innowacje, gdzie są spółki, które mają przewagę i ta przewaga szybko im nie zostanie zabrana – dodaje.
Ryzyko walutowe a inwestycje globalne
Z inwestowaniem globalnym zawsze wiąże się czynnik ryzyka walutowego ale – jak zauważa Olkiewicz – ryzyko walutowe jest często przeceniane. – Waluty są często demonizowane i pokazywane jako coś, czego należy się bać, a naszym zdaniem – jako inwestorów globalnych tak naprawdę – jeśli spojrzymy na ten problem szerzej to waluty po prostu wnoszą różne efekty walutowe. One czasami są negatywne, ale czasami są pozytywne i pytanie jest, jeżeli mogę kupić obligacje Meksyku w meksykańskim peso, jeżeli uważam, ze rentowność takich obligacji na poziomie 7 versus powiedzmy półtora to jest jednak atrakcyjny powód, żeby takie obligacje posiadać i przy okazji jeszcze mogę zyskać w tym dłuższym terminie szczególnie na umocnieniu się takiej waluty – to czy to jest taki zysk, który powinienem zostawić na stole czy powinienem go wziąć? – mówi Olkiewicz.
Najważniejszy zasób
Olkiewicz, odnosząc się do krajowego rynku, zwraca uwagę na to, że ciągle polskim problemem jest to, że spółki, które są obecne w gospodarce nie są reprezentowane na giełdzie. – Ja chciałbym, żeby było inaczej, ale nie jest. Wiele dobrych firm na giełdzie nie jest obecnych, już nie mówiąc o tym, że całkiem dobre spółki z tej giełdy są zabierane co i rusz. Więc jedna rzecz to jest chcieć, a druga – mieć racjonalne podejście i nie tracić najważniejszego zasobu, jaki się ma, czyli czasu – dodaje.
Więcej w materiale wideo
Wywiad przeprowadzony we wnętrzu myhive Crown Tower dzięki uprzejmości IMMOFINANZ, właściciela marki myhive (www.myhive-offices.com).
16.10.2019



Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Przejdź do logowania